polski lad marek golec wywiad
w ,

Wywiad z doradcą podatkowym. Polski Ład, czyli chaos, problemy i niedomówienia

Rok 2022, w życie wchodzi długo zapowiadany Polski Ład. Według rządu jest to zmiana, która ma wprowadzić obywateli w lepsze i prostsze życie. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna. W urzędach panuje chaos, przedsiębiorcy się gubią, pracownicy otrzymują mniejsze pensje, a skarbówka grozi protestami. Aby nieco przybliżyć Wam temat, postanowiliśmy zapytać o kilka szczegółów doradcę podatkowego Marka Golca, który jest autorem bloga mistrzpodatków.pl i książki „Jak oszczędzić na podatkach i nie podpaść fiskusowi”. Zapraszamy do czytania dalszej części!

Polski Ład. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle

*Dla niecierpliwych – wywiad jest na samym dole*

Promowana przez rząd reforma podatkowa miała być wybawieniem dla klasy średniej, rodzin, przedsiębiorców – dosłownie wszystkich… przynajmniej tak nam mówiono.

O niepowodzeniach Polskiego Ładu mówi się ciągle, a minął tylko miesiąc. Według wielu ekspertów prawdziwe problemy mogą się dopiero zaczynać. Zaledwie kilka dni po wejściu w życie nowych przepisów rządowe zapowiedzi zderzyły się z rzeczywistością. W internecie pojawiły się wtedy informacje od mundurowych, nauczycieli, pracowników administracji oraz wykładowców uczelni wyższych. Otrzymali oni pensję niższe nawet o kilkaset złotych.

„Moja wypłata jest mniejsza o 300 zł”, „około 200 zł mniej”, „pensja niższa o 290 zł”

To tylko niektóre z komentarzy, które pojawiły się w mediach społecznościowych.

Jak się okazało, powodem spadku pensji netto były zbyt wysokie pobierane zaliczki na podatek dochodowy. Rząd obiecał później, że wypłaci odpowiednie wyrównania.

W przyszłym tygodniu zacznie się proces wypłacania różnic, które wynikały z błędnego naliczania zaliczek. Każda osoba, która dostała niższą pensję niż powinna, dostanie dodatkowy przelew, który koryguje różnicę

powiedział rzecznik rządu Piotr Müller

Skarbówka na skraju protestów

Jak pisaliśmy w jednym z artykułów – sytuacja w urzędach Krajowej Administracji Skarbowej jest coraz bardziej napięta. Pracownicy urzędu nie rozumieją wprowadzanych zmian, brakuje im czasu na inne obowiązki, a szkolenia z Polskiego Ładu to jedynie propagandowa farsa. Więcej mogliśmy przeczytać w piśmie opublikowanym przez Agatę Jagodzińską, osobę pracującą w Krajowej Administracji Skarbowej i jednocześnie działaczkę związkową.

„Pracownicy nie zostali odpowiednio przygotowani do udzielania informacji w zakresie Polskiego Ładu, a pospiesznie prowadzone webinaria są farsą szkoleń. Duże grupy osób wysłuchują wykładów na małym ekranie komputera jednego zalogowanego pracownika. W związku z tym słyszalność wykładu jest bardzo słaba, a tablice informacyjne pokazywane w trakcie szkolenia są całkowicie nieczytelne” – stwierdzają związkowcy. „Prowadzone w takich warunkach webinaria pełnią głównie funkcje propagandowe, a ich wartość merytoryczna jest niewielka” – czytamy dalej.

Skarbówka protestuje - pismo do Ministrów

Sondaże są bezlitosne

Rządowe kalkulatory wynagrodzeń często nie działają, a ludzie nawet nie wiedzą ile ostatecznie będą zarabiać. Wszystkie te klęski idealnie obrazują sondaże. Ludzie są bezradni.

Według wyników sondażu przeprowadzonego na zlecenie RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej”  tylko 27,4 proc. badanych wie, ile w tym roku wyniesie ich pensja. Z kolei aż 72,6 proc. nie wie tego, ma wątpliwości lub odmawia odpowiedzi.


Wywiad o Polskim Ładzie z doradcą podatkowym

O sytuację w branży postanowiliśmy spytać się Marka Golca, który jest doradcą podatkowym z bardzo dużym doświadczeniem w rozliczaniu praktycznie każdej działalności. Marek Golec to współwłaściciel biura rachunkowego działającego pod markami Mistrz Podatków i Wynajmistrz.

Jest on również jednym z założycieli i współwłaścicieli spółki doradztwa podatkowego, która wraz z biurem rachunkowym tworzy kancelarię księgowo-podatkową.

Marek Golec doradca podatkowy polski lad

Mateusz Ratkowski: Zacznijmy od samego początku. Dlaczego Polski Ład wywołuje tyle zamieszania?

Marek Golec: Polski Ład to największa reforma podatkowa od 30 lat. Rządzący chcieli ją bardzo szybko wdrożyć, co spowodowało, że rzeczywiście zrobił się chaos. Jest bardzo dużo poważnych zmian. Pracownicy urzędów skarbowych za nimi nie nadążają. Jako doradca podatkowy musiałem włożyć ogromny wysiłek, aby większość tych zmian opanować. Nie dziwię się urzędnikom, którzy nie poświęcają tyle czasu na analizę, bo mają też inne zajęcia, a po godzinach niekoniecznie chcą zajmować się pracą.

Wprowadzono nową kwotę wolną, a składki zdrowotnej nie można odliczyć – zostańmy tylko przy tych dwóch zmianach.

Na początku stycznia policjanci, mundurowi i nauczyciele otrzymali niższe pensje, bo nie mieli złożonych PIT-2, albo w jednym miejscu mieli złożone, a w drugim nie. Emeryci – oni nie mogą złożyć PIT-2. Jeżeli ktoś jest na emeryturze to ma kwotę wolną z emerytury, ale nie będzie miał już z umowy o pracę. Jeżeli ktoś jest na zleceniu, też nie będzie miał kwoty zmniejszającej podatek. Ludzie dostali po prostu mniej pieniędzy, te pieniądze zostaną im wyrównane w przyszłym roku, kiedy złożą zeznanie roczne. Jednak w dobie wysokiej inflacji te pieniądze będą wtedy mniej warte, a oprócz tego, Ci ludzie potrzebują pieniędzy teraz.

Reasumując: Pracownicy urzędów skarbowych nie mieli możliwości opanować tych zmian, bo ich jest tak dużo, a prawo podatkowe jest bardzo skomplikowane. Doradcy podatkowi muszą wytężać umysły, żeby nadążyć za tymi zmianami, a nie wszyscy urzędnicy są doradcami podatkowymi, więc ciężko jest im te zmiany zrozumieć. Oprócz tego, ze strony ministerstwa były oczekiwania, żeby urzędnicy pracowali codziennie do 19, kiedy mają swoje życie i niekoniecznie chcą pracować do takich godzin. Druga sprawa to niezadowolenie społeczeństwa. Urzędnicy nie są pocieszeni, kiedy mają zdenerwowanych petentów. Ludzie widzą jak te zmiany są wprowadzane.

Mateusz Ratkowski: Na myśl nasuwa mi się jedno pytanie. Jeżeli urzędnicy nie nadążają, to jak Wy to robicie? Wymieniacie się wiedzą?

Marek Golec: Kiedy Polski Ład został zapowiedziany to czerpaliśmy jak najwięcej z wypowiedzi rządu. 26 lipca pojawił się pierwszy projekt ustawy, na początku września drugi – cały czas analizowaliśmy te projekty. Później na poziomie prac sejmowych też były zmiany. Każdą zmianę analizowaliśmy, a oprócz tego, między doradcami podatkowymi wymienialiśmy się informacjami. Wspieraliśmy się nawzajem.

Mateusz Ratkowski: Rząd cały czas powtarza, że większość Polaków skorzysta na Polskim Ładzie. Czy rzeczywiście tak będzie? Kto skorzysta najbardziej?

Marek Golec: Paradoksalnie, osoby do których skierowany jest program Polski Ład, jeżeli zyskają, to zyskają 50,100, góra 150 zł miesięcznie. Ktoś kto zarabia minimalną krajową zaoszczędzi ok. 150 zł miesięcznie. Ktoś kto zarabia 5000 zł brutto zaoszczędzi tylko 50 zł. W dobie wysokiej inflacji moc nabywcza tych pieniędzy spadnie, ludzie stracą – w ujęciu nominalnym może coś zyskają, ale niewiele. Mówi się o kwocie wolnej rzędu 30 tys. złotych, to oczekiwałoby się, że dużo więcej zostanie w kieszeniach Polaków.

Kończąc już temat tych najmniej zarabiających – oni stracą przez inflację. Przedsiębiorcy będą chcieli przerzucić koszty na konsumentów. Wynajmujący mieszkania stracą, bo zmieniają się przepisy dotyczące możliwości amortyzowania mieszkań, więc wynajmujący będą chcieli przerzucić koszty na najemców – to wszystko napędzi inflację. Oprócz tego jest jeszcze kwestia dopłat do mieszkań i rodzinnego kapitału opiekuńczego, co też napędzi inflację. To wszystko sprawia, że grupa do której Polski Ład jest skierowany po prostu straci.

Mniej się mówi o tym, że składka zdrowotna jest nieodliczalna. Stracą przedsiębiorcy. Co prawda nie wszyscy, bo Ci którzy zmienią formę opodatkowania albo formę działalności gospodarczej to mogą nawet zyskać. 

Najbardziej straci klasa średnia. Mowa o ludziach pracujących na etacie, których wynagrodzenia są wysokie. Przyjmuje się, że z kosztu pracodawcy 40% oddaje się państwu.

Ludzie myślą, że podatków nie płacą, a przynajmniej często tak myśleli do stycznia, kiedy nagłośniono sprawę związaną z PIT-2. Ludzie w końcu zorientowali się, że jednak podatki płacą. Oczywiście nie wszyscy. Niektórzy nadal myślą, że otrzymują kwotę netto i to jest cały koszt pracodawcy. Wiele osób jest świadomych istnienia pensji brutto, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że to nie jest cały koszt pracodawcy. Jeżeli ktoś zarabia 6 tys. na rękę, to jego pensja brutto wynosi 8 tys. złotych, a całkowity koszt pracodawcy to 10 tys. złotych. Żeby społeczeństwo całkowicie przekonało się, ile tak naprawdę płaci podatków, to system musiałby się zmienić, w taki sposób, że pracownik otrzymywałby 100% swojego wynagrodzenia i musiałby 40% oddać państwu.

Co Polski Ład zmienił? Normalnie te 40% jest oddawane państwu w postaci danin – PITu i ZUSu. W Polskim Ładzie dobrze zarabiający pracownicy etatowi będą oddawali nawet 44,5% samego PITu i ZUSu, a jak zarabiają więcej niż milion złotych rocznie to będą płacili jeszcze daninę solidarnościową, czyli można powiedzieć, że będą oddawali prawie 50% państwu tylko na tym poziomie. Nie mówiąc już o podatkach obrotowych i majątkowych.

Podsumowując: Stracą dobrze zarabiający etatowcy i przedsiębiorcy (zwłaszcza na podatku liniowym). Przedsiębiorcy mogą nie stracić, jeżeli zainteresują się zmianą formy opodatkowania (mają czas do 20 lutego) lub zmienią formę działalności. Niektórzy przedsiębiorcy, którym obniżono stawki ryczałtu, tutaj mam na myśli lekarzy, architektów, pielęgniarki, informatyków – część z nich może też na Polskim Ładzie nie stracić.

Nie stracą również najbogatsi – Ci którzy żyją z dywidendy i odsetek od pożyczonego kapitału. Mówi się też, przy czym podkreślam, że ja jeszcze ten temat analizuję, ale mówi się, że nie stracą wielkie korporacje.

Mateusz Ratkowski: Z jakimi największymi problemami przychodzą do Was klienci? Jak w świetle tych zmian odnajdują się mali i średni przedsiębiorcy? Jaki panuje sentyment?

Marek Golec: „Nie poddajemy się”, „szukamy rozwiązań” – takie jest podejście większości przedsiębiorców.

Co do największych problemów – nowy wiceminister powiedział, że się tym zajmie, ale tego nie ma jeszcze w ustawie. Chodzi o remanenty i amortyzację. Ludzie, którzy prowadzą działalności handlowe i rozliczają się w oparciu o podatkową księgę przychodów i rozchodów stosują różnice remanentowe do wyliczenia przychodów. Na gruncie składki zdrowotnej przepis skonstruowano tak, że nie wiadomo czy różnice wpłyną na wysokość składki zdrowotnej czy nie. Ministerstwo informowało przedsiębiorców, że różnice remanentowe nie będą uwzględniane w podstawie wymiaru składki zdrowotnej, co jest bardzo dotkliwe zarówno dla tych co prowadzą sklep osiedlowy, jak i dla tych, którzy handlują nieruchomościami.

Jeżeli ktoś kupił w grudniu nieruchomość za 500 tys. złotych, a sprzeda ją za 700 tys. złotych w lutym to zapłaci składkę zdrowotną od 700 tys. złotych, a powinien zapłacić od 200 tys., więc to jest bolączka naszych klientów. Wierzymy, że to zostanie naprawione – przepis zostanie zmieniony, albo będą objaśnienia ministerstwa finansów.

Druga bolączka jest taka, że od 2023 nie będzie można amortyzować lokali i budynków mieszkalnych. W 2022 będzie można je amortyzować, pod warunkiem, że zostały nabyte do końca 2021. Jeżeli ktoś miał nieruchomości nabyte w 2021 roku i wcześniej i je amortyzował, to dlaczego ma stracić prawa nabyte? Tutaj nie jest poszanowana konstytucyjna ochrona praw słusznie nabytych.

Opozycja wniosła poprawkę do tej ustawy, żeby Ci podatnicy, którzy rozpoczęli amortyzację przed Polskim Ładem mogli ją kontynuować, ale ta poprawka została odrzucona. Nowy wiceminister powiedział, że kwestia amortyzacji ma być naprawiona. Na razie jednak nic nie wiadomo.

Mateusz Ratkowski: Widzimy więc, że dużo rzeczy jest jeszcze do naprawienia. Czy doradcy podatkowi próbują z tym walczyć?

Marek Golec: Tak, próbujemy. Przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych występował w senacie i składał postulaty doradców podatkowych, ale one nie zostały wysłuchane. Rządzący odrzucili poprawki.

Mateusz Ratkowski: Chciałbym poruszyć jeszcze jedną ważną kwestię. „Jeśli ktokolwiek zarabiający do 12 tys. 800 zł brutto miesięcznie straci na Polskim Ładzie, będzie mógł rozliczyć się na zasadach z 2021 r.” – powiedział na jednej z konferencji Premier Mateusz Morawiecki. Co sądzisz o tym pomyśle? Czy nie wywoła to zbędnego chaosu?

Marek Golec: Tak, wywoła. Między innymi u urzędników, podatników, księgowych, kadrowych – tak, to wywoła chaos. Zresztą na razie to jest tylko zapowiedź. Tego nie ma nigdzie w ustawie.  Zresztą, 7 stycznia pojawiło się rozporządzenie, które było nielegalne, bo nie można rozporządzeniem ingerować w ustawę. Rozporządzenie jest aktem prawnym niższego rzędu w porównaniu do ustawy. Nie można stosować przepisów rozporządzenia, jeżeli ono jest w sprzeczności do ustawy.

W związku z tym wielu księgowych podjęło decyzję, że nie będzie stosowało przepisów rozporządzenia, tylko przepisy ustawy, bo boją się o konsekwencje karno-skarbowe. Poza tym chcą oni działać zgodnie z obowiązującym prawem. Trzeba będzie wyliczać ile podatku wyszłoby w 2021 roku, a ile w 2022. Potem odpowiednio to zadeklarować. Tak, spodziewam się tutaj chaosu. 


Dziękujemy za przeczytanie materiału. Opinia jest mile widziana! Zapraszamy do odwiedzenia profili rozmówców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.